Dzisiejszy wpis zacznę nietypowo od fragmentu wiersza pt. „Lis Barnaba”, którego autorem jest Cezary Piotr Tarkowski, ponieważ moim zdaniem prawdziwie i z humorem opisuje otaczającą rzeczywistość, i co ciekawe – znajdujemy tu bezpośrednie odniesienie do mody.
„- Mam tu kostium bardzo modny,
elegancki i wygodny.
Eksponują go żurnale –
będzie pani doskonale!
Owce wszystko to widziały:
– To kreator jest wspaniały!
(…)
Po kolei, każda z owiec,
pędzi szybko (…).
(Modę zatem, pod tym względem,
nazywamy owczym pędem!)”.
Czy coś się zmieniło na lepsze w kwestii ubioru w ciągu ostatnich 2 lat, tj. od czasu rozpoczęcia plandemicznej mistyfikacji, czy nadal ma miejsce postępująca dekadencja? Z żalem stwierdzam, że upadek jest kontynuowany. Uważny czytelnik z pewnością już poznał mój punkt widzenia na postęp w dziedzinie mody, np. na odzież sporo za dużą (tzw. oversize), podartą lub celowo postarzaną, jak również źle pojęty eklektyzm – czyli łączenie stylów.




Rurki vs. oversize
Z nowych obserwacji uderzyło mnie, że faceci, głównie młodzi w Warszawie (być może w innych dużych miastach również), lubują się obcisłych spodniach, często dresach, a ich rówieśniczki odwrotnie – z jakiś powodów próbują powiększyć swoje objętości przy pomocy ubioru. W normalnych warunkach zwykle samce pragną imponować płci przeciwnej niebagatelnym rozmiarem. Widać, że czasy się szybko zmieniają.


Czerń i „diabelskie kopyto”
Wśród pań, a raczej młodych kobiet i nastolatek, króluje kolor czarny oraz „diabelskie kopyto”. Chodzi o to, że noszą się wyjątkowo często na czarno, lubują się w kurtkach bomberkach (flayersach) lub innych powiększających okryciach. Dolną część garderoby stanowią jeansy (obowiązkowo czarne i podziurawione) lub gładkie rajtuzy, zwane dla poprawy samopoczucia legginsami. Do tego obowiązkowe są białe adidasy, szerokie i grube, szczególnie w podeszwie, często z widocznym przedziałkiem pomiędzy śródstopiem a piętą, co osobiście kojarzy mi się z kopytem. Ponieważ całość zdominowana jest przez czerń, a na twarzy zamiast radości można dostrzec nicość, gniew, smutek oraz nierzadko dziwaczne „ozdoby”, zatem skojarzenie staje się piekielne. Nie wspomnę już o noszeniu maseczki! Być może jest coś na rzeczy – podobno żyjemy w czasach apokaliptycznych.




Aha, goła kostka wciąż stanowi obowiązkową pozycję niezależnie od warunków atmosferycznych.
Ideologia w modzie
Zjawisko daje się obserwować od dłuższego czasu, jednak w ostatnich 2-3 latach bardzo się nasiliło. Firmy, szczególnie te duże, globalne i dysponujące ogromnymi budżetami, coraz częściej nie reklamują konkretnej odzieży lub kolekcji, ale ideologię.

Wykorzystywani są mało atrakcyjni modele i modelki, często wyraźnie chudzi, niezadowoleni lub z dziwnie zmanierowaną twarzą, piegowaci, a nawet otyli. Oczywiście tatuaże stanowią niemal obowiązkowy ozdobnik. Na zdrowy rozsądek to dziwny wybór, ponieważ towar czy usługa z zakresu mody wpływa bezpośrednio na wizerunek, a sensem mody jest upiększać człowieka, tzn. z ładnego lub przeciętnego czynić jeszcze ładniejszego, a u brzydkiego lub kalekiego maskować niedoskonałości.






Przy okazji polecam wpis na temat Karla Lagerfelda, którego światowe media oraz „znawcy” jednym tchem wymieniają jako ikonę oraz dyktatora mody.
Inne przejawy to epatowanie kolorami tęczy, podstawianie wątłych postaci w niedopasowanych ubiorach, co powoduje, że trzeba się dobrze przypatrzeć, by odróżnić płeć.
Osobiście uważam, że jest to celowy zabieg, który oswaja odbiorcę z ideą gender oraz stopniowo obniża zdrowe poczucie estetyki.
Czy to jest skuteczne? Bardzo! Wystarczy rozejrzeć się po ulicach, by stwierdzić, ile młodych, a nawet nieco starszych osób, dumnie paraduje ubrana wbrew jakimkolwiek regułom, w szczególności w jeansach z dziurami na kolanach wielkości małego arbuza!



Koszula wywalona na zewnątrz wciąż nie wychodzi z mody.


Moda w służbie klimatyzmu
Na topie jest klimatyzm, czyli wiara, że człowiek swoim postępowaniem zmienia pogodę, szczególnie, gdy coś spala i emituje do atmosfery niegroźny dwutlenek węgla. Do tego stopnia stało się to fetyszem niektórych projektantów, że jak tylko mają okazję, to przechwalają się wszem i wobec, iż prowadzą działalność „zero emission” albo „CO2 neutral”. Ciekawe, jak do tego doszli?

Coraz więcej domów mody szczyci się produktami „eko”, z recyklingu, zrównoważonymi, inkluzywnymi itp. W mojej ocenie to szczyt hipokryzji cwanych lisów, którzy notorycznie i nachalnie namawiają klientów, by ponownie kupili coś nowego, co niekoniecznie jest im potrzebne. Mamy do czynienia z propagandą o wyczerpywaniu się zasobów i wmawia nam się, by mniej konsumować, ale zaraz potem dokładnie ci sami „kreatorzy i żurnale” wydają krocie, by namówić ludzkość na nowe kolekcje, które w dodatku szpecą zamiast zdobić.

Przy okazji ekologia ma tyle samo wspólnego z ochroną środowiska, co ekonomia. Bardziej wnikliwym czytelnikom polecam sprawdzić termin sozologia. W nauce, podobnie jak w modzie, mamy do czynienia z semantycznymi sztuczkami. Kłamstwa i półprawdy są prezentowane jako dogmaty, a brzydota stręczona jest nam jako piękno i szczyt mody.

Jeżeli jakieś zasoby są bardzo ograniczone, a nie daj boże znajdują się na skraju wyczerpania, to ich cena rośnie i stają się trudno dostępne. W ostatnim roku rzeczywiście ceny wielu dóbr wzrosły, szczególnie paliw, energii elektrycznej, dóbr przemysłowych oraz żywności, ale ubrania akurat najmniej. W mojej ocenie oprócz inflacji (drukowanie pieniędzy) niebagatelne znaczenie mają lockdowny, masowe kwarantanny (areszt domowy), ograniczenia w podróżach, zrywanie łańcuchów dostaw oraz wielokrotny wzrost cent transportu morskiego. Praktycznie nie wspomina się w mediach głównego nurtu, że transport międzynarodowy, wydobycie oraz przetwórstwo surowców, szczególnie energetycznych, są silnie skartelizowane w skali globalnej. Nie wspomnę już o podatkach klimatycznych, które wciąż rosną i rosną, a my nie wiemy do kogo tak naprawdę trafiają.

Producenci i sprzedawcy od wielu dekad regularnie przygotowują 2 przeceny w ciągu każdego roku, tj. na kolekcję wiosna-lato oraz jesień-zima, obniżki z reguły oscylują w granicach 40-80 %, to znaczy, że taka polityka sprzedażowa jest stale wkalkulowana w ich działalność. Towarzyszy temu masowa propaganda handlowa. Nasuwa się wniosek, że przez resztę czasu jesteśmy po prostu naciągani na wygórowane ceny. Świadomie lub nie „owce” są strzyżone i akceptują taki stan rzeczy.
Dzisiejszy wpis jest nacechowany światopoglądowo bardziej niż inne do tej pory. Niestety czasy się drastycznie zmieniły, dlatego treści na blogu również będą stawać się bardziej wyraziste.
Namawiam, by nie kierować się owczym pędem, kultywować tradycję (w tym ubiór), uważać na szwindle „globalnych lisów”, jak najczęściej kupować lokalnie, najlepiej w polskich firmach (o ile to możliwe oczywiście) oraz nie rezygnować z gotówki.
Trzymajcie fason oraz mocno swoje portfele,
Luigi
Bardzo brakowało mi takich postów. Konkretnie i od rzeczy: moda, gender, czarni i latynosi dokonujący zamachu na tradycyjne wartości i sabotujący prawdziwą męskość oraz prawdziwą kobiecość zmuszając do noszenia maseczek w ramach plandemii, a do tego niepasujących ubrań.. I to nawet nie wszystko z ostatnich kilku wpisów! Poproszę jeszcze post z kompletną listą tych rzeczy, które nie godzą się prawdziwemu mężczyźnie. Wiem, że było, ale taką kompletną, na sto podpunktów. Przydadzą się jakieś instrukcje, a czytanie Twoich jest moją ulubioną rozrywką.
Naprawdę fantastyczny blog. Twoje wpisy zawsze poprawiają mi humor i przekraczają moje najśmielsze oczekiwania. Za każdym razem, kiedy jestem pewien, że poziom bloga ustabilizował się, bo dalej w tym kierunku nie da się już iść, Ty bierzesz łopatę i jedziesz dalej, jakbyś rzeczywiście miał dokopać się do Australii. Jestem pełen podziwu.
PolubieniePolubienie
Cześć. Wyczuwam szyderstwo. Dziękuję za przeczytanie i komentarz.
PolubieniePolubienie
Bardzo celny post, który skłania mnie, jeszcze bardziej aby interesować się klasyczną, tradycyjną modą męską. Kto wie, czy za jakiś czas, moda klasyczna, nie stanie się znakiem rozpoznawczym, dla ludzi nie godzących się na antykulturowy totalitaryzm.
PolubieniePolubione przez 1 osoba