„Dress code. Tajemnice męskiej elegancji” – recenzja książki Krzysztofa Łoszewskiego

Niedawno otrzymałem w prezencie książkę pod tytułem „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”, autorstwa Krzysztofa Łoszewskiego. Twórca, w krótkim opisie na końcu wydania, przedstawia siebie jako: projektanta mody, kostiumografa, specjalistę od dress code`u, dziennikarza oraz stylistę zdjęć. Prowadzi zajęcia z zakresu ubioru w: Akademii Dyplomatycznej, Collegium Civitas, House of Diplomacy Akademii Spraw Międzynarodowych, w kancelariach prawniczych, dla członków zarządów banków oraz pracowników korporacji, w tym firm prawniczych, a także w Szkole Stylu Moniki Jaruzelskiej.
Po takiej zachęcie szybko zabrałem się do lektury. To co od razu przykuło moją uwagę to duża ilość zdjęć oraz tekst, który łatwo i dobrze się czyta. Ale po kolei…

Dziwne zdjęcia i „odjechani” projektanci

Książka w 80% traktuje o formalnym dress code`dzie, ale szereg zdjęć prezentuje street wear lub jakieś dziwne hybrydy stylistyczne z udziałem klasycznej odzieży. Część fotografii pochodzi z pokazów Małgorzaty Czudak, Roberta Kupisza, Łukasza Jemioła oraz innych osobliwych prezentacji, przy których stylizacje Tomasza Ossolińskiego wydają się być bastionem klasycznego konserwatyzmu. Tak oczywiście nie jest. Po prostu ten ostatni na tle kolegów po fachu, którzy, delikatnie mówiąc, stracili poczucie rzeczywistości, prezentuje się znośnie.

dress_code_dziwne
Foto: „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”.

„Królestwo Windsorów”

Wszechobecnie królują krawaty z węzłem windsorskim lub półwindsorskim. Nie żebym miał coś przeciwko takiemu wiązaniu, choć osobiście wolę pojedyncze i podwójne węzły proste, ale pan Łoszewki wiąże je źle (albo takie wybrał zdjęcia ze stocku). Zaraz na początku książki, na stronie tytułowej nr 2, po oczach bije dziwnie zawiązany krawat. Niemal każda stylizacja wymaga poprawy węzła. Model na stronie 48 padł ofiarą nie tylko źle zawiązanego krawatu (węzeł wielkości pięści), ale koszula jest niezapięta na ostatni guzik a krawat poluzowany.

dress_code48
Foto: „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”, str. 48. Najbardziej razi wielkość węzła oraz rozpięta koszula.

Pod koniec rozdziału poświęconego krawatom, na stronie 108, stylista prezentuje czytelnikom sposoby wiązania krawatów. Gdym nie wiedział, że autorem jest człowiek, który „zjadł zęby” na modzie, pomyślałbym, że to nastolatek chwali się pierwszymi w życiu wiązaniami męskich zwisów.

Muchy

Na ich temat jest 1,5 strony tekstu, ale tylko 3 zdjęcia: na stronie 142 i 143 jest wielka, gotowa mucha na rozkładówce; drugie prezentuje jegomościa w fabrycznie zawiązanej, casualowej muszce, na stronie 148, w sekcji na temat okularów; a trzecie znajdziemy na stronie 155. Z komentarza do tego ostatniego wnoszę, że to jest pochwała „bardziej miękkiego” wiązania muchy. Musicie mi uwierzyć na słowo, ale to jest dramat – nie tylko mucha ale cała stylizacja!
Przypominam, że gotowa mucha to taka sama gafa jak krawat na gumce!

Poszetka

To słowo nie pada ani razu, za to autor używa określenia „chusteczka do garnituru”. Niegrzecznie byłoby go podejrzewać o nieznajomość tego terminu. Dlatego nie podejrzewam. Raczej nie lubi tych chusteczek, ponieważ większość, żeby nie powiedzieć, że prawie wszystkie fotografie mężczyzn w marynarkach, są pozbawione tej tradycyjnej ozdoby. Sam też raczej jej nie używa, co widać na fotografii tytułowej.

dress_code1_pomojemubypawelo-blogspot-com
Foto: http://www.pomojemubypawelo.blogspot.com. „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”. Brak poszetek w zestawieniach z marynarkami to norma.

Dopasowanie

Mam wrażenie, że część modeli została nam zaprezentowana w niedopasowanych ubraniach, szczególnie marynarkach, które są za szerokie w ramionach, i nie tylko, np. na stronie 41. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu zdjęcia ku przestrodze także spełniają funkcję edukacyjną, ale z komentarzy wnioskuję, iż pan Łoszewski uważa to za poprawne stylizacje z właściwie dobranymi rozmiarami.

Buty

Co prawda autor wymienia oxfordy, derby oraz mokasyny, ale zapomniał o całej gamie innych rodzajów obuwia, np.: monki, brogsy, loafersy, chukka czy sztyblety. Brakuje mi także zdecydowanego stwierdzenia, że kolor czarny jest najbardziej formalny. Zamiast tego daje do zrozumienia, że jest uniwersalny. Uniwersalizm czarnej barwy w odniesieniu do obuwia to sprawa dalece dyskusyjna. Mi się jednak wydaje, że to kolor brązowy zasługuje raczej na takie określenie.
Największym błędem jest brak rozróżnienia stopnia formalności pomiędzy oksfordami, derby oraz pozostałymi butami. Można odnieść wrażenie, że pierwsze dwa modele różnią się tylko stylistycznie, np. sposobem umiejscowienia sznurówek (przyszwa), ale nie wynikają z tego żadne konsekwencje dla dress code`u i można stosować je zamiennie.

Na szczęście zdjęcia długości nogawek spodni są poprawne, więc tyle dobrego.

Casual i smart casual

Brakuje mi jasnego rozgraniczenia na smart casual i casual. Krótkie spodenki, sztruksowe spodnie, trampki, marynarki, klapki itp. są przemieszane w rozdziale zatytułowanym „Smart Casual”. Na stronie 16 jest zdjęcia faceta w błękitnej koszuli, wywalonej na jeansy i opisane, że to przykład smart casualu. Jeśli już, to jest to co najwyżej zwykły casual, i to w kiepskim wydaniu.
Na stronach 175 i 176 mamy dwie kolejne, chybione stylizacje.

dress_code176_mrvintage-pljpg
Foto: http://www.mrvintage.pl. Komentarz do zdjęcia jest raczej na poważnie, z kontekstu rozdziału nie wynika, żeby autor żartował w tym miejscu. Dramat!!!

„Diabeł tkwi w szczegółach. Mężczyzna może chodzić w wytartych dżinsach, ale powinien mieć dobry zegarek i pisać piórem wiecznym” – Monika Jaruzelska, stylistka. To cytat z książki Krzysztofa Łoszewskiego, który nie tylko w jakimś stopniu usprawiedliwia powyższą ilustrację, choć jest z innego rozdziału, ale w mojej ocenie pokazuje, jakie jest współczesne wyobrażenie na temat męskiej elegancji wśród „uznanych” stylistów.

Klapki

W tej części twórca poradnika daje się poznać jako wyznawca postępowej mody, ponieważ nie pasuje mu tylko zestawienie skarpet z klapkami typu japonki oraz sandałami. Do tych pierwszych nawet rekomenduje jeansy lub sztruksowe spodnie. I to ma być dress code na poziomie?!

„Dress code. Tajemnice męskiej elegancji” Krzysztofa Łoszewskiego to II wydanie (I w 2012), które ukazało się na rynku w 2014 roku, czyli było aktualizowane i była możliwości naniesienia poprawek. Dlaczego jest tyle błędów? A może w opinii autora wszystko jest w normie? Pewnie to drugie.

W książce jest wiele zdjęć, tekstów, w tym cytatów, z którymi polemizowałbym, i które mi się kompletnie nie podobają. Praca jest zła. Na pewno nieodpowiednia dla początkujących, poszukujących własnego stylu, ponieważ można popełnić wiele błędów, chcąc iść za wskazówkami autora. Poza tym mnogość dziwnych fotografii oraz niejednoznacznych komentarzy miesza w głowach, można pomyśleć, że to co jest zwyczajnie brzydkie i pozbawione gustu, jest jednak fajne, modne i nowoczesne.

dress_code_pomojemubypawelo-blogspot-com
Foto: http://www.pomojemubypawelo.blogspot.com. Nie jest to w cale najbardziej „pojechana” ilustracja z książki „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”.

Po lekturze poradnika zaczynam lepiej rozumieć, dlaczego politycy, dyplomaci, prezesi  oraz kierownicy w polskich firmach wyglądają, jak wyglądają.

Szukając w internecie ilustracji do tekstu, natknąłem się na wiele recenzji „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”, na szczęście po napisaniu artykuł, dlatego nie miały wpływu na moją ocenę. Smuci mnie, że prawie wszystkie były pochlebne. To świadczy o dwóch zjawiskach: recenzenci nie czytają i piszę pochwały na wyrost, albo nie zauważają błędów. Jeszcze bardziej przykry jest fakt, że owe recenzje znalazłem na portalach opiniotwórczych z zakresu mody i kultury. Tylko Michał Kędziora, znany jako bloger Mr. Vintage, w 2012 roku dokonał rzetelnej oceny książki:

https://mrvintage.pl/2012/06/dress-code-tajemnice-meskiej-elegancji-recenzja.html

Podsumowując, „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji” Krzysztofa Łoszewskiego zasługuje maksymalnie na ocenę dostateczna z plusem. Nie polecam, nie kupujcie. Lektura grozi zachwianiem poczucia dobrego smaku i sprowadzeniem na manowce poza kanon klasycznej, męskiej elegancji.

Jeśli ktoś poszukuje poradnika książkowego, to aktualnie jest promocja na „Rzeczowo o modzie męskiej” Michała Kędziory, którego uważam za jednego z najlepszych arbitrów klasycznej mody męskiej:

https://www.labotiga.pl/zdrowie-i-uroda/158-rzeczowo-o-modzie-meskiej.html

Trzymajcie fason,

Luigi

Zdjęcie tytułowe: Krzysztof Łoszewski na premierze książki „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”, źródło: www.sophisti.pl.

Reklamy

4 thoughts on “„Dress code. Tajemnice męskiej elegancji” – recenzja książki Krzysztofa Łoszewskiego

    1. Moim zdaniem to chęć zaoszczędzenia pieniędzy. Przygotowanie kilku lub kilkunastu sesji fotograficznych dużo kosztuje. Być może jest to nawet najdroższy element kosztowy projektu związanego z wydaniem książki. Napisanie tekstu jest najłatwiejsze. Jednak zdjęcia w takiej książce muszą być bez zarzutu, nie tylko powinny być w zgodzie z regułami klasyki, ale powinny wręcz zachęcać do bycia eleganckim.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s